Blog > Komentarze do wpisu
Numer jeden

Uchhh... wydaje mi się, że było to za czasów liceum, kiedy kupiłem swój pierwszy rower "górski". W TVP1 trwała krótka, ale interesująca transmisja z zawodów Skoda Auto Grand Prix MTB. Wyścig Elity, to było przeżycie. Najlepszy sprzęt, wyżyłowane łydki i ta jazda...

Jedną z tras poprowadzono przez skocznię narciarską. Zawodnikowi z czuba podcięło koło i zaliczył groźny w skutkach upadek. Minęła dłuższa chwila, zanim podniósł się z ziemi i ciężko próbował wskoczyć na rower. Widać było walkę z samym sobą, grymas bólu. Kilka obrotów korbą i to wszystko. Spiker grzmiał, że dla niego to koniec wyścigu i prowadzenia. A ja patrzyłem, jak ten drobny kolarz, z góry skazany na porażkę, po raz drugi i trzeci niezłomnie próbuje ruszyć, aż w końcu musi dać za wygraną i schodzi z trasy. Tak właśnie poznałem Marka Galińskiego.

Później były gazety rowerowe, niezliczone wygrane i piewcy jego zwycięstw. Widywałem go kilkakrotnie na wyścigach, miałem okazję trzymać mu koło. Dwa lata temu z uśmiechem ściskałem swojemu idolowi rękę, gdy wręczał mi puchar na jednym z jego maratonów. 

Marek wcale nie był facetem, który świetnie znał się na rowerach. On po prostu doskonale jeździł i wg mnie lubił to, co robił. Mimo paru słabszych startów za granicą, Galiński zawsze był dla mnie numerem 1. Kilka lat temu oglądałem go na żywo podczas mistrzostw Polski w XC, gdy walczył o tytuł razem z Markiem Konwą. Patrzyłem na wielu kibiców, którzy niegdyś go kochali, a tam, na Telegrafie, życzyli zwycięstwa jego rywalowi. Całym sercem byłem za Markiem i wierzyłem, że wygra. Niedaleko przed metą, Konwa mocno zaatakował. 

 

Kiedy dziś dostałem sms-a, że Marek nie żyje, chciałem myśleć, że to żart. Dobrze wiedziałem, że w grę mógł wejść tylko wypadek. Nie chciałbym pisać, kogo i czego już nie będzie. Ten człowiek osiągnął wiele, żył intensywnie i sądzę, że nie miał czego żałować. To właśnie jest piękne. Dla mnie był kimś, kogo warto jest naśladować wierząc, że jeździ się choć w ułamku tak dobrze, jak on. Ponoć kochał trasy wokół Opoczna. Byłem tam, te ścieżki mają coś w sobie. Myślę, że wiem, co czuł, kiedy nimi jeździł. Zginął tak blisko tych miejsc.

Chciałbym wierzyć, że jest teraz na najpiękniejszej górskiej ścieżce, drzewa delikatnie falują, a promienie słońca leniwie przebijają się przez liście. Jedzie krętym singlem; pewnie i szybko. Szczupły, niepozorny, z żelazną łydką. Tylko teraz nieco wolniej i dostojniej. Nie potrzebuje już się ścigać; na szczycie położy się na trawie, przymknie oczy i posłucha wiatru.

 

A tamtego dnia, Marek nie przespał ataku. W pięknym stylu odjechał Konwie, zamykając usta niedowiarkom. Tam, na Telegrafie, skakałem ze szczęścia. Widzę go do dziś, jak podnosi ręce w geście zwycięstwa. Specjalnie nie wybrałem czarno-białego zdjęcia, bo nie tak go zapamiętam. Marek był człowiekiem o niezwykle barwnym życiu, który pokolorował również i moje.

poniedziałek, 17 marca 2014, punkxtr

Polecane wpisy

  • www.punkxtr.pl - przenosimy się!

    Przenosząc sporą część bloga zdałem sobie sprawę, że od 2009 roku włożyłem w niego kupę pracy i... całą masę serca ;-) Od miesiąca piszę, poprawiam, śmieję się.

  • Świętokrzyska "etapówka"

    Co tu dużo mówić, uwielbiam Góry Świętokrzyskie. Co jakiś czas, staram się Wam przemycić kilka lepszych lub gorszych zdjęć licząc na to, że spotkamy się na szla

  • Carpe diem

    Znacie ten dzień, kiedy przychodzi wiosna? Wiem, że znacie. Oto wracasz do domu ze szkoły, z pracy, od kochanki i po prostu czujesz ją w powietrzu. Oddychasz. J

Komentarze
Gość: a., *.dynamic.chello.pl
2014/03/17 16:36:20
Piękne pożegnanie.
-
Gość: skydancer, *.warszawa.vectranet.pl
2014/03/17 16:48:03
Startowałem z nim w jednym wyścigu, na Mazovii w Krakowie w 2011 roku. Wtedy objechal wszytkich w błotnej mazi jadąc na oponach Furious Fred... Wielka szkoda i smutek!
-
Gość: mal, *.dynamic.chello.pl
2014/03/17 17:24:08
też pamietam tą Mazovie w Kraku i dubla od Galińskiego
szkoda chłopa, szkoda rodziny i szkoda tego wszytskiego co mógł w sensie szkoleniowym zrobić a nigdy juz nie zrobi
-
Gość: Sati, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/03/17 17:44:03
Grzegorz, respect. Tak się żegna Mistrza. Kolorowo.
-
Gość: buli, *.xdsl.centertel.pl
2014/03/17 18:07:41
Wspaniały tekst, dziękuję!
-
Gość: sweeter, 176.109.130.*
2014/03/17 20:28:19
Dzięki za te słowa Grzegorz. Chciałbym móc napisać że od dziś nic już nie będzie jak dawniej, ale to nieprawda. Będą nowe ścieżki, inne starty, nowe dzieciaki na rowerach marzące o wygranej. Tylko Marek będzie patrzył z góry, nie przy linii mety. Mam nadzieję że z satysfakcją, że jego praca nie pójdzie na marne. R.I.P.
-
Gość: hathor3, 192.156.110.*
2014/03/23 13:12:57
R.I.P. szkoda młodego człowieka który tak jednoznacznie kojarzył się z MTB w Polsce. Ja zapamiętam go z tras MTB Trophy, gdzie zwykł dojeżdżać na pierwszym miejscu, z Pętli Karkonosko-Izerskiej i górki na Kazury gdzie podpatrywałem jak z blatu podjeżdżał z każdej strony.
-
Gość: , *.centertel.pl
2014/03/26 17:28:20
Odszedł Mistrz.