Blog > Komentarze do wpisu
Dobry znaczy martwy

Siemka, co u Was? Pewnie korzystacie z weekendu i dymacie sobie po górach. Jak zwał, tak zwał. Tym razem nie miałem być Kolumbem i odkrywać nowych, lepszych możliwości. Po prostu zapakowałem rower do samochodu i wyrwałem się w świętokrzyskie. Zanim to jednak nastało, sprawdziłem prognozę. Pogoda jak drut. Słońce, a w niedzielę 15 stopni. Nic, tylko kuźwa jeździć. Przekręciłem kluczyk, z głośników popłynęły pierwsze dźwięki jednego z kawałków Red Hot Chili Peppers. I wiecie co? Coś mnie tknęło. Wróciłem się na 10-te piętro mojego drapacza chmur i od niechcenia zabrałem zimową czapkę pod kask.

Na wsi w sobotę świeciło jeszcze słońce, ale chmury na horyzoncie w żaden sposób nie pasowały mi to idylli zaserwowanej przez portal meteo. W dodatku wiało i zastanawiałem się, czy przed wyjściem nie zsypać chodnika solą. Pojechałem do Nowej Słupii, wskoczyłem w cienkie, rowerowe ciuchy i ruszyłem na szlak. W terenie całkiem fajnie, hamulce Extralite działają lepiej, niż XTR! W całości zjechałem nawet ściankę, której dotąd pokonać mi się nie udało. Dotarłem do końca szlaku, skąd musiałem przedostać się do asfaltu. Ścieżek brak, więc postanowiłem trawersować szczyt na przełaj. Trochę na kołach, nieco z buta i już gnam na złamanie karku leśną drogą w dół. Pokonuję niewielki mostek zawieszony nad rzeczką i czuję, że coś jest nie tak. Echh... tak. Złapałem gumę.

Ok. Rozkładam się tuż przy drodze i wyciągam wszystkie potrzebne rzeczy. Przy okazji przetestuję sobie łyżkę w moim nowym "multitool'u" od Topeak'a. Pierwsza próba i refleksja: co za debil ustawił łyżkę w ten sposób, że podczas ściągania opony, przybornik o nią haczy? W porządku, w domu go sobie rozkręcę i poprawię to, co spartaczyli na deskach kreślarskich. W tylnej oponie siedzą 2 kolce o długości dobrych 6 cm. Pierwszy raz takie widzę. Zakładam nową dętkę i zabieram się za pompowanie. Kątek oka dostrzegam, jak na podwórko wychodzi okoliczny rolas i niby zamiata, ale bacznie mi się przygląda. Czyli, że do Bielin cyrk przyjechał. Odwracam się do niego tyłkiem i pompuję. Kutwa, coś nie idzie. Pompka dziwnie syczy przy odciąganiu tłoka przy czym... wypuszcza powietrze. Szlag jasny mnie trafi. Mam wrażenie, że jestem w centrum uwagi całej wsi.

Zbieram wszystkie graty z ziemi i wracam do lasu, rzucając gniewne spojrzenie ciekawskiemu autochtonowi. Kurcze, zimno. Ale przynajmniej mam spokój. Zasuwam się pod samą szyję i próbuję reanimować pompkę. Uszczelniam tłok kawałkiem gumy, w geście rozpaczy fiołkowymi liśćmi. Nie działa. Groźnie marszczę brwi i oczami wyobraźni widzę, jak rozpieprzam rzeczoną pompkę o drzewo. Powtrzymuję pierwotne rządze i zrezygnowany dzwonię do kumpla. Na szczęście Daniel zgadza się mnie sholować z trasy. Wychodzę z zacisznego lasu do cywilizacji i łapie mnie delirka. Rzut okaz na zegarek i wszystko jasne: siedzę tu od 1,5h. Gdy na horyzoncie pojawia się czerwona "polówka", szczęściu nie ma końca. Wrzucam pompkę do kosza żałując, że kolega patrzy i nie mogę jej tak po prostu w drobny mak ROZJEBAĆ.

Powiem Wam, że mój stosunek do materii nieozywionej jest dość specyficzny. Większość przedmiotów traktuję niemal jak autonomiczne, żywe byty. Pamiętam, jak zaczął mi się zawieszać mój pecet. Nie wytrzymałem długo i za którymś razem poczęstowałem go solidnym prostym. Pękła wówczas płyta główna i musiałem zmienić procesor, ale nastrój miałem przedni. Szczególnym sentymentem darzę myszkę. Kursor reagował z opóźnieniem, czym doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Na szczęście w domu miałem drugą, więc złapałem za kabel i roztrzaskałem ją o drzwi. Do dziś znajduję w pokoju jakieś jej części.

Pamiętam przednią przerzutkę LX-a, która z racji wieku przestała redukować. Ileż to radości dało mi wkręcenie jej w imadło i przerobienie na niewielką kostkę. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego sprzęt psuje się właśnie wtedy, kiedy jesteśmy daleko na szlaku, nie mamy dętki, albo telefonu? Kutwa, nie jest to normalne. Doszedłem do wniosku, że części, o które się nie dba, robią nam na złość. Mają w sobie takiego małego Manitou. Możecie się śmiać, ale swego czasu jeden z rosyjskich naukowców dowodził słuszności podobnej tezy. I przypominam sobie teraz, że woziłem tę cholerną pompkę w uchwycie na ramie. Bez względu na deszcz czy błoto. I w końcu powiedziała dość. Przed śmiercią postanowiła się jednak na mnie zemścić.

Gdybym miał do Bieln bliżej, wsiadłbym w samochód, wyjął ją z tego kosza i przeprojektował w imadle. A może wyczyścił, nasmarował i zakopał w ładnym pudełku pod ziemią. Hmmm...

niedziela, 06 kwietnia 2014, punkxtr

Polecane wpisy

  • www.punkxtr.pl - przenosimy się!

    Przenosząc sporą część bloga zdałem sobie sprawę, że od 2009 roku włożyłem w niego kupę pracy i... całą masę serca ;-) Od miesiąca piszę, poprawiam, śmieję się.

  • Sens życia wg samego siebie

    Jesteśmy w Kalifornii. Oragne County, Huntington Beach. Ciepełko, gorący piasek, palmy i tafla błękitnego oceanu. Dookoła tłum skąpo odzianych lasek na rolkach.

  • Świętokrzyska "etapówka"

    Co tu dużo mówić, uwielbiam Góry Świętokrzyskie. Co jakiś czas, staram się Wam przemycić kilka lepszych lub gorszych zdjęć licząc na to, że spotkamy się na szla

Komentarze
Gość: Rafał, *.starachowice.vectranet.pl
2014/04/06 17:42:09
Jak zawsze świetnie napisane.Daniel to Twój kolega z Ostrowca Św?
-
Gość: Punkxtr, 5.174.45.*
2014/04/06 18:12:23
Tak, to ten sam Daniel. W niektórych kręgach znany jako ten, który na każdą okazję ma stosowną koleżankę ;-)
-
Gość: Sati, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/06 19:55:58
Dusząc się ze śmiechu (przepraszam Cię za to ukucie ;) - bo w zupełności Cię rozumiem, przypominam sobie "przypadki" - kawałek kamienia w glinie pomiędzy kołem i oponą i rozcięta opona na długości 30cm i 7km biegu do domu, rozcięta opona, połapana 3 rapendkami i 0,8 PSI i 10 km spod Wykusu do domu w tempie moich córek, złamany uchwyt manetki o którym pisałem w Carpe Diem - nora bene drugi złamałem tydzień temu na początku objazdu trasy ŚLR Daleszyce ale byłem już mądrzejszy i naprawiłem od ręki, złamane siodełko albo przejazd przez błoto i po wyjeździe z tylnej przerzutki pozostaje mniejsza połowa - dobrze że lokalny chłop z furą zgodził się podrzucić we właściwym kierunku czy tematy typu poślizg-drzewo i wyciąganie szczypcami kory z łydki, ślady blatu na łydce - ale to ma każdy, rozcięte przedramię tarczą hamulcową do szycia. Aktualnie strzela mi w karku bo w czwartek o zmierzchu nie zauważyłem śliwki w poprzek drogi a hamowanie po zjeździe na 5m po deszczu na trawie to jak na lodowisku. Hamulcem okazał się kask aż chrupnęło w karku i ostatecznie klatka. Tak więc witaj w grupie!!!! Bo w związku z komputerem też pamiętam jak zdenerwował mnie mój były a aktualnie żony laptop i młot od góry spowodował pęknięcie klawiatury i konieczność wymiany HDD. A ile kosztowało przekonanie pewnej osoby, że był to nieszczęśliwy wypadek -), związany z poślizgiem na pięcie i podparciem się łokciem. A akurat lap był pod ręką, ups łokciem -) A a propos Daniela to nie wiedziałem o jego drugiej naturze -)
-
Gość: Punkxtr, 5.174.45.*
2014/04/06 20:05:42
Sati, poprawiłeś mi humor, bo czasem mam już dość tego kolarstwa :-) Wczoraj solidnie przemarzłem i dziś cały dzień siedzę w domu. A Daleszyce już za tydzień. Echh...
-
Gość: Sati, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/04/06 23:16:21
Ja też mam czasami dość -) A że podobno miałem pierwszego górala (1991) w Wąchocku to tych dość już było parę razy -) No i dobrze, że dzisiaj w południe miałem obowiązkowy meeting (na który i tak nie poszedłem) to nie ruszyłem w teren o 8.15.Bo tak bym Cię jeszcze mocniej zrozumiał -) Myślę, że do zobaczenia as soon as possible.
-
Gość: dancio.84, *.free.aero2.net.pl
2014/04/09 08:14:43
Ja nie mogie, gość wyrzucił prawie dobrą pompkę.. Na drugi raz proszę mi ją ładnie rozpier.. na mylion kawałków :D

Co do HDD, ja mam na koncie rozwalonych ich z 10 szt., pierwszy upalony brał udział w konkursie "rzut dyskiem twardym w dal", czasy liceum..

Ale ogólnie mam sentyment do rzeczy i staram się używać tak długo jak się da.

Sati, kacie, nie wspomniałeś o złamanym wózku tylnej przerzutki w środku Beskidu Małego :)
-
djcargo
2014/04/14 11:01:03
Może trzeba było podejść do lokalsa, czy nie miałby pompki albo kompresora.
Ja swoją dmuchawę zawsze wożę w plecaku, w ochronnej atmosferze i z nabożną czcią :) Niech czeka na swój WIELKI moment :P
-
Gość: skydancer, *.warszawa.vectranet.pl
2014/05/06 21:56:42
Kupiłeś v-ki za 2000 zeta? Wariat!
-
Gość: Punkxtr, *.dynamic.chello.pl
2014/05/06 21:59:16
Aaaale Panie, jak to działa! Nie jeździłem na mocniejszych V-kach z taką modulacją. Dla mnie produkt (prawie) idealny :-)