Kategorie: Wszystkie | Filmy | Na sprzedaż | Opowiadania | Pozostałe | Relacje | Sprzęt
RSS
środa, 16 lutego 2011
Test przerzutki XTR RD-M951 GS

Późne lata 90-te dały nam wysyp nowatorskich konstrukcji do zastosowań MTB. Wystarczy wspomnieć o hamulcach V'brake, powietrznym SID-zie, czy przerzutki XTR z odwrotną sprężyną o prostej, ale intrygującej nazwie "Rapid Rise". To ona właśnie będzie przedmiotem dzisiejszego testu. Testu, który się rozpoczął i będzie trwał do momentu zebrania konstruktywnych informacji na temat działania i trwałości czyli wszystkiego, co interesuje prawdziwego kolarza górskiego.

Co prawda w roku 1998, czyli w momencie wprowadzenia XTR M951 do sprzedaży odwrotna sprężyna nie była nowością, bo zastosowano ją kiedyś w szosowym komponencie pewnej firmy, ale w MTB była powiewem prawdziwej świeżości. Tym, co na pierwszy rzut oka odróżniało ją od starszej M950 było przykręcone kółeczko eliminujące łuk pancerza na ostatnim odcinku a'la Rollamajig Avid'a. Tak się składa, że przez parę lat jeździłem z produktem amerykańskiej firmy i mogę powiedzieć, że przy klasycznych linkach i pancerzach (bo np. z Gore czy Nokon-em nie zadziała ze wzgl. na liner) zdecydowanie poprawia kulturę zmiany biegów. Mówiąc kolokwialnie, całość pracuje zauważalnie lżej. O ile jednak Avid wg producenta waży 7g., to już kółko Shimano po położeniu na wadze powoduje pokazanie się następujących cyferek: 23,4g. To zauważalnie więcej, ale należy wziąć pod uwagę, że Japończycy zastosowali tam aluminium z niewielką domieszką stali, a samo kółko jest łożyskowane. Amerykanie swój produkt wykonali z plastiku, a kółko obraca się na ślizgu. Shimano jak zawsze (albo raczej kiedyś) dopracowało całość i postawiło na możliwości regulacyjne owego patentu, ale ta finezja swoje musi po prostu ważyć.

Dlaczego kółka nie znajdziemy już w nowszych wersjach przerzutki? Znajomi mechanicy z "epoki" twierdzą, że często zapychało się błotem. Mnie patrząc na całość konstrukcji nie chce się w to wierzyć. Sądzę, że powód był bardziej prozaiczny-chęć zbicia masy. Zresztą ja postąpiłem tak samo i zdjąłem kółeczko. Można bowiem je odkręcić a jest tak sprytnie przymocowane, że po jego usunięciu nie widać, że w ogóle się tam znajdowało; nie zostają nam żadne zaczepy mocujące.

Patent ten nie będzie więc przedmiotem testu ale warto dodać, iż ilość użytego w nim metalu lekkiego zamiast stali i dopracowanie całości rzuca na kolana.

Należy wspomnieć w tym miejscu, że przerzutkę kupiłem jako New Old Stock z racji tego, iż nie uznaję używanych części. Sam wiem, ile czasu należy spędzić przy rowerze aby dobrze działał i nie sądzę, aby wielu osobom chciało się to robić. Zachowawczo kupuję więc tylko nowe rzeczy. Po odkręceniu wspomnianego wyżej kółka, przyszedł czas na dalszy tuning. Do mojego magicznego worka ze śrubkami poleciało wszystko to, co stalowe. Na tytan została wymieniona śruba głównej osi obrotu i śruba mocująca linkę. Zastosowałem również drążoną podkładkę Pro-Bolt, a aluminiowe regulatory na śrubokręt krzyżakowy zastąpiłem tytanowymi odpowiednikami na klucz imbusowy 2mm. Śrubki te są cięższe od oryginałów jedynie 0,1g., także nie miałem się nad czym zastanawiać. Można jeszcze zaoszczędzić kilka gramów wymieniając sprężynę napinającą wózek na tytanową, którą znaleźć można na eBay.com. Jest to jednak samoróbka (mimo, że ładnie wykonana) ze zbyt kruchego tytanu, bądź poddana złej obróbce, np. termicznej. Pamiętając jak w zeszłym roku pękła mi ona pośrodku Gór Świętokrzyskich uniemożliwiając dalszą jazdę, zrezygnowałem z tej "oszczędności".

Kilkanaście lat temu dość popularne były sprężyny napinające do tuningu produktów Shimano. Wspomnieć należy o Crumpet Spring czy Power Spring. Były to jednak czasy, kiedy umiejętności techniczne bikerów nie ograniczały się do przekręcenia regulatora (a i tego nie wszyscy potrafią bez spowodowania zniszczeń), także wynalazki takie miały rację bytu. Co dawała taka sprężyna? Poprzez zastosowanie mniejszej ilości zwojów była mocniejsza od oryginalnej, dzięki czemu przerzutka szybciej zrzucała na mniejsze, bądź większe koronki kasety. Nie każdy wie, że Shimano w swoich przerzutkach wprowadza coraz bardziej miękkie sprężyny. Dla przykładu moja M951 ma ich 12, a XTR w wersji 970 już 14. Daje to bardziej maślaną zmianę biegów (czyt. lżejszą), ale na krótki okres czasu. Starsze przerzutki były pod tym względem o niebo lepsze. Mnie udało się upolować na eBay sprężynę Crumpet, czyli produkcja angielska. Ma ona 9 zwojów.

Niestety wyjęcie oryginalnej sprężyny jest potwornie ciężkie. Bardzo ciężki dostęp do niej powoduje to, że na 100% nie zdecydowałbym się na wymianę raz jeszcze. Bez roznitowania korpusu jest to operacja praktycznie awykonalna. Patrząc na ażurowy korpus RD-M971 jestem w stanie stwierdzić, że w niej wymiana byłaby nieco prostsza. Chciałbym także dodać, że dołączona do sprężyny instrukcja obraża mnie jako klienta. Wymyślona została przez idiotę i dla idiotów, a tacy chyba nie zabierają się za tego typu rzeczy w swoich rowerach. Bełkot na poziomie "zdemontować starą sprężynę i włożyć nową. Być może trzeba będzie ją rozgiąć i zgiąć ponownie" do mnie nie przemawia. Wstyd!

Ostatnie do wymiany poszły kółeczka. Oryginalne Shimano z tamtych lat były naprawdę solidne i różniły się od nowszych wersji na plus. Są jednak dość ciężkie, a górne posiada kontrowersyjny boczny luz. Co prawda pozwala on skorygować wychylenie wózka względem koronek kasety (kółeczko wolniej się zużywa a przerzutka nie terkocze gdy jest źle wyregulowana), ale powoduje pewne opóźnienie w działaniu. Dzieje się tak, ponieważ przerzutka nie reaguje od razu na ruch linki; musi jeszcze pokonać luz kółka zanim wózek przesunie się na kolejny bieg. Zastosowałem więc nowy na polskim rynku wyrób Swiss Comp na w pełni ceramicznych łożyskach.

Płynność ich obrotu jest powalająca. Gdy zakręci się palcem zwykłym kółkiem, to w najlepszym przypadku obróci się ono raz. Swiss Comp'y wykonują kilkadziesiąt obrotów, zanim staną w miejscu. Śruby mocujące (oryginalne stalowe zastąpiłem oczywiście tytanową wersją) należy jednak dokręcić dużo lżej niż zwykle i zabezpieczyć Loctite'm.

Wózek przerzutki dostosowany jest do 8 biegów przez co jest nieco szerszy i cięższy niż wersja Mega 9, jednak nie zdecydowałem się na wymianę. Chciałem zostawić jak najwięcej oryginalnych elementów, a dodatkowo grubość starego, dobrego aluminium pozwala wierzyć, że przerzutka nie podda się na pierwszym lepszym patyku.

Jeszcze tylko rzut oka na grafitowo-szary korpus z logotypem Shimano XTR. Jest po prostu przepiękny. Kryje się w nim mała śrubka, której nie znajdziemy w nowszych wersjach począwszy od serii M960. Odpowiada ona za regulację napięcia sprężyny. Tak tak, można ją sobie dodatkowo wyregulować ustawiając szybkość wrzucania na większe koronki kasety. Niestety zmieniając sprężynę na nieoryginalną chcąc niechcąc pozbyłem się tej regulacji. Sprężyna jest zbyt mocna, aby ją jeszcze dodatkowo napiąć. Byłoby to zresztą zbyteczne, także w gruncie rzeczy nic się nie stało.

W tym miejscu należy napisać kilka słów na temat wyboru wersji Rapid Rise. Swego czasu gdy pracowałem w jednym z warszawskich serwisów rowerowych, wiosną i latem lubiłem jeździć rowerem na weekend do oddalonych o ok. 165 km. Starachowic, czyli mojego rodzinnego miasta. W rowerze miałem wówczas manetki Deore LX i przerzutkę Deore XT z normalną sprężyną (inna zresztą w tej grupie wówczas nie występowała). W sobotę kończyłem pracę o 16:00, wsiadałem na rower i jechałem do domu. Zajmowało mi to jakieś 6 godzin z przystankami na jedzenie. W niedzielę śmigałem sobie po górach i z reguły pociągiem wracałem do stolicy. Później nawet kupiłem sobie szosowe opony Vredestein aby jazda była łatwiejsza, ale w plecaku wiozłem za to 2 sześćsetosiemdziesięcio gramowe Micheliny (na inne nie było mnie stać). Gdy dojeżdżałem do Starachowic często byłem już zmęczony. Składał się na to cały dzień w pracy ale i pokonane kilometry. W pamięci bardzo dobrze utkwiła mi jedna rzecz. Gdy około 21:00 jechałem sam jak palec lasem z włączonym światłem na kierownicy, często ciężko było mi zmienić bieg na lżejszy, czyli kliknąć kciukiem w cyngiel manetki. Strasznie wówczas żałowałem, że nie stać mnie na XTR-a z odwrotną sprężyną, który tą pracę odwaliłby za mnie. Wystarczyłoby delikatne muśnięcie klawisza palcem wskazującym i przerzutka zajmuje się wszystkim. Biker nie wkłada w tą czynność żadnej siły.

Moimi następnymi przerzutkami były już XTR-y tylko i wyłącznie w wersji Low Normal, bo trzymając się terminologii Shimano, Rapid Rise znikł w roku 2003. Daleko łatwiej jest podczas zmęczenia zrzucić kciukiem bieg, niż go wrzucić przy obciążeniu. Pamiętać należy, że najczęściej biegi w górę zmienia się jadąc pod wzniesienie i nawet nie będąc zmęczonym może to być upierdliwa czynność. Sam nie wiem, dlaczego ludzie nie przekonali się do tego pomysłu. Ale nie mnie to osądzać.

No dobrze, ale jak to wszystko działa?

Sprężyna Crumpet ma nieco inną charakterystykę pracy niż oryginał-jest progresywna. W przypadku Rapid Rise oznacza to, że zrzucanie na najmniejsze koronki kasety robi się nieco cięższe niż w początkowej fazie. Ma to jednak swój plus, bo większość z Was zna zapewne problem wrzucania łańcucha z "jedenastki" wyżej. Z reguły przerzutka w tym zakresie działa nieco wolniej, a tutaj redukcja następuje błyskawicznie.

Szarak w odróżnieniu od wersji 970 właściwie nie ma luzów, choć Japończycy szczycili się udoskonaleniem nowszych przerzutek w tym większą sztywnością. Bełkot marketingowy.

Co ciekawe po jej zamontowaniu do roweru, średnia prędkość podczas treningu na trenażerze wzrosła mi o 1/10 km/h. Pytanie ile w tym jest zasługi ceramicznych łożysk kółek i ich genialnej pracy.

Test trwa w najlepsze. Nigdy nie wolno zapominać o tym, że gdy zakładamy nową przerzutkę (i z reguły dajemy nowe linki i pancerze; w moim przypadku linki i liner do Nokon'a), to nie ma siły, aby nawet badziewny sprzęt nie zaczął działać lepiej. Warto o tym pamiętać, bo gdy czytam jak ludzie piszą o tym, że jeździli na XTR 2 lata i zmieniając go na SRAM-a (lub na odwrót; bez znaczenia) poprawa jakości była wybitna to ogarnia mnie rozpacz.

Mimo to jestem skłonny stwierdzić, iż stary, w momencie pisania tych słów 13-sto letni szarak bije na głowę nowsze wersje. Zarówno pod względem jakości działania, spasowania elementów jak i użytych materiałów. Wprost niesłychane ;-)