Kategorie: Wszystkie | Filmy | Na sprzedaż | Opowiadania | Pozostałe | Relacje | Sprzęt
RSS
środa, 15 lutego 2012
Mam kły, mam pazury

Przeciętny rowerzysta u równie przeciętnych ludzi wzbudza raczej pozytywne uczucia. Spokojny, o niewielkim znaczeniu strategicznym na drodze, chudy. Aż chciałoby się go zabrać do domu i nakarmić, jak mawia moja babcia. I moglibyśmy sobie razem spokojnie koegzystować, gdyby nie wynaleziono trenażera (a liczba jego sześćset sześćdziesiąt sześć). Bowiem ten sam żylasty chudzielec, którego byle wróbel niczym orzeł w przestworza może w szponach unieść, w połączeniu ze wspomnianym urządzeniem staje się potworem. Na początku zaczyna się niewinnie. Gdy biker wtaszcza ze sobą do domu kilkudziesięcio kilogramowy pakunek i zaczyna go mozolnie skręcać w pokoju, początkowo domownicy nie reagują. Z reguły mają go bowiem za nieszkodliwego cymbała. Co tu się obrażać, taka jest prawda. Co najwyżej dziewczyna czy żona z litością pokiwa głową i zasępi się w swych myślach o księciu z bajki. Gdy jednak biker wsiada na to ciaratajstwo i w dodatku aby zagłuszyć dźwięki piekielnej machinerii rozkręca na cały regulator wieżę, postronnym osobom zaczynają puszczać nerwy. Swoją drogą gdy tak kręcimy, bynajmniej nie wśród kojącego szumu fal, możemy zaobserwować wszystkie stadia ludzkiej psychiki. Z ludzkich głów wyłażą demony. Spokojna zazwyczaj babcia kurczowo zaciska dłoń na kuchennym nożu, a ojciec siedzi dziwnie czerwony z nabrzmiałymi ze wściekłości oczami. Podobno w każdym z nas drzemie psychopata. Tyle, że niektórzy go budzą, a inni nie. U pozostałych budzi się sam. Zresztą bądźmy szczerzy, wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono.

Tak więc biker pedałuje w najlepsze, a w sąsiednim pokoju zaczyna się. "Wyłączysz to wreszcie, czy nie?!", cedzi przez zęby żona, a z dziecięcego dochodzą spazmatyczne szlochy naszych znerwicowanych pociech. Ojciec totalnie zidiociał. Pół biedy, jeśli mieszkamy w prywatnej posesji. Zupełnie inaczej się sprawa przedstawia, gdy jesteśmy pospolitym blokersem. Gdy kupowałem swój pierwszy w życiu trenażer, dla pewności niekiedy wychodziłem z nim na balkon. Aby nie denerwować sąsiadów. Miałem jednak ten problem, że mieszkałem na parterze i zimą przechodzący obok ludzie rzucali krzywe spojrzenia na kręcącego w miejscu dziwoląga. 

Aktualnie jestem szczęśliwym posiadaczem Tacx-a Flow. Naprawdę doskonałe narzędzie treningowe. I ma tylko jeden minus-głośność. W gruncie rzeczy dla sąsiadów jestem nikim innym, jak chałupniczym testerem silników odrzutowych. Kupiłem więc dedykowaną matę wygłuszającą od tego samego producenta. Zastanawiam się tylko, co ona ma wygłuszyć, bo na pewno nie ten piekielny jazgot. Tym samym mniej więcej od kwietnia ubiegłego roku testuję fundamenty psychiki osób mieszkających pode mną, oraz obok. Wnioski są interesujące; cierpliwość kończy im się właściwie tylko w niedzielę, gdy bez opamiętania walą w kaloryfer. Naprawdę nie jestem osobą uprzykrzającą życie innym, ale do cholery, oni rozpieprzą mi mikrocykle! 

Aktualnie w weekendy trener wspaniałomyślnie przewidział dla mnie 2 treningi dziennie. Dla przykładu rano 2h marszobiegu, po południu 1h trenażera. Ostatnia niedziela, po południu. Godzina 18:00. W moim bloku cisza i spokój, każdy relaksuje się przed poniedziałkowym rannym wstawaniem. Nagle gwizd, świst i oto "ten pojeb z 10 piętra" znów "czymś napierdala". 

wwwwwłłłłłłłłłiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii!!! Mniej więcej tak to wygląda i tak to słychać. Tak więc kręcę w najlepsze i słyszę, jak na korytarzu otwierają się drzwi u sąsiadki.

WWWWWWŁŁŁŁŁŁŁŁŁIIIIIIIIIIIIiiiiiiiiiii, wyciszam bieg trenażera na bardziej miękkim przełożeniu, żeby ją zmylić. Ale nie, ona stoi i nasłuchuje. Łiiiiiiiiii iiiiii iiiii kręcę na 32/16 z oporem na "5". Tup, tup, tup, trzask, baba odeszła. Ufff, niebezpieczeństwo tymczasowo zażegnane. 

wwwwwWWWWWWŁŁŁŁŁŁŁŁŁIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII !!! 

Skrzyp, tup, tup, tup, baba znów jet pod moimi drzwiami. Słyszę dzwonek. Do licha, chciałbym być teraz bardzo mały, taki malutki, maciupeńki. Albo ukryć się gdzieś i przeczekać. Najbezpieczniejsza wydaje mi się być muszla klozetowa, do której w myślach wchodzę, zamykam klapę i przeczekuję. 

DRRRRRRRRRYYYŃŃŃŃŃ !!!! Wściekle dzwoni dzwonek.

WWWWWŁŁŁŁŁŁłłłłłłłłiiiiiiiiii...

Schodzę z trenażera i otwieram drzwi, u progu których stoi wielka, ze 3 razy większa ode mnie, gruba, czerwona i wściekła baba. 

"Panie, wyłącz to Pan chociaż przy niedzieli. Jest tak głośno, że całe mieszkanie mi chodzi!!!"

"Głooooośnoooooo??? Chooooodziiiiiii???" Odpowiadam tępo, z równie tępym wyrazem twarzy niczym młody Koterski w dniu świra. 

Na szczęście (tfu, jakie szczęście), stare baby mają do mnie jakąś słabość. Zawieram z nią milczący pakt, że w tygodniu kręcę, ale w niedzielę daję im żyć. Naprawdę rozumiem tych ludzi, nie chcę im uprzykrzać życia. Kupuję karimatę w celu dodatkowego wyciszenia, a w tygodniu pędzę po dedykowaną oponę Tacx-a. Dziś wyłem znów przez 1,5h, ale chyba jest ciszej. Mam kły, mam pazury.