Kategorie: Wszystkie | Filmy | Na sprzedaż | Opowiadania | Pozostałe | Relacje | Sprzęt
RSS
piątek, 14 lutego 2014
Shimano XC-90, test długodystansowy. Część 1.



Zgubiłem się kiedyś w lesie. Nie raz zresztą, zdarzało mi się dość często. Raz zapodziałem się nawet w jednym z warszawskich parków, ale chyba nie chcę o tym opowiadać. Tym razem sytuacja była inna, bo byliśmy w trójkę. Ja i dwóch rowerowych kumpli. Jechaliśmy wg GPS-a, las zaszedł mgłą, byliśmy wysoko w górach i sytuacja stawała się nieciekawa, ściemniało się. Przypominałem sobie właśnie opowieści kolegi o spotkaniu z niedźwiedziem pewnej zimowej nocy, kiedy przez mgłę zobaczyliśmy nikłe, migoczące światło. Wydawało się być ciepłe, przyzywające. Nie mając nic do stracenia, ruszyliśmy w jego kierunku. Odsuwając mokre gałęzie kolejnych drzew, wyjechaliśmy na niewielką polanę, gdzie przy ognisku siedziała równie niewielka grupka mężczyzn. Drwale z gór, czyli kłusownicy, mordercy i ludożercy. Diabli wiedzą, w jakiej kolejności.

Przed oczami od razu miałem „Drogę bez powrotu” i inne tego typu obrazki. Wydawało się wręcz, że wieje lekki wiatr, a po drodze przewalają się te kuliste krzaczki, jak w amerykańskich filmach o różnorakich zwyrolach. Stałem spokojnie, patrząc w dół i szurając butem w piasku. Na odwrót było za późno, bo oto herszt bandy o aparycji gwałciciela kur i łamacza kozich serc zaczął się zbliżać. Miałem wrażenie, że zaraz splunie, jak te zwariowane dziadki ze starych stacji benzynowych na zadupiach, które w wolnym czasie pałają się zarzynaniem młodych, miastowych dziewcząt.

Zapytaliśmy cicho o drogę. Miałem wrażenie, że facet ma wzwód patrząc na kumpla, lub jego rower (sam nie wiem, co gorsze), więc robiło się nieciekawie. Gość wskazał nam szlak, po czym otworzył lekko usta, przekrzywił głowę i patrzył na nas z tym tępym wyrazem twarzy jak bohaterowie amerykańskich thrillerów. Grzecznie podziękowaliśmy i zarządziliśmy odwrót. Wbiłem się na ścieżkę jako pierwszy bo oczekiwałem, że ostatni z nas zaraz padnie ze strzałą w plecach. Oczywiście ani myśleliśmy jechać trasą wskazaną przez drwala bo było jasne, że zastawią tam na nas zasadzkę. Zawróciliśmy więc i… wyjechaliśmy znów na polanę. Upiorna banda popatrzyła na nas spode łba, wykrzywiliśmy twarze w grymasie, mającym przypominać uśmiech i zniknęliśmy w gęstwinie. To nie była jednak dobra droga, wracamy. Mijamy polanę po raz trzeci. Teraz na pewno dobrze. Ale nie. To nie tędy. Wracamy po raz czwarty, nawet nie patrzę na drwali i oto jest. Nasz szlak. Kurcze, pokazywali dobrze. Nie wierzę. Pojechałbym ich nawet przeprosić, ale dobrze mi z obiema nerkami.

 

(…)

 

Wiecie, co najszybciej zmienia się w rowerach? Design. Wzornictwo przemysłowe chodzi w siedmiomilowych butach. Był rok 1997, kiedy w katalogach pojawił się nowy, topowy but Shimano. SH-M300. Brzmi znajomo? Wiele lat później, Japończycy powrócą do tego nazewnictwa w zupełnie nowej odsłonie. Na dzień dzisiejszy obuwie to wygląda wręcz śmiesznie, ale miało kilka ciekawych patentów. Klamra sprzęgnięta z elastycznym paskiem, czy zalaminowana w podeszwie specjalna płytka, mająca ją usztywniać. Dwa lata później, w roku 1999, powstaje protoplasta dzisiejszych rozwiązań, czyli SH-M320 z klamrą i dwoma rzepami, czego to Shimano trzyma się po dziś dzień. Najciekawsze nastąpiło jednak w nowym millenium. Niebieski but SH-M220 i wielki napis „Carbon” rozpoczął erę, która trwa po dziś dzień.

Moimi pierwszymi butami MTB, były Shimano SH-M221. 784g. (w rozm. 40), dwa rzepy i klamra, karbonowa podeszwa. Do dziś jeździ w nich mój brat. Ile to już będzie, 13 lat? Co zmieniło się przez ten czas, jak dziś wygląda topowe obuwie japońskiej marki? O tym poniżej.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcie nowych XC-90 wiedziałem, że muszę je mieć. To buty o kolorystyce i wzornictwie, które się kocha, albo nienawidzi. Na szczęście barwa pasowała do mojego widelca z przełomu wieków, również w kolorze „Racing blue”. Tym samym rozpoczynam test długodystansowy mający szczegółowo odpowiedzieć na wszystkie pytania, które chcielibyście zadać.

 


Z pudełka:

 

 

Buty robią piorunujące wrażenie. Niebieski kolor lekko opalizuje i wpada w różne odcienie. Lekko się błyszczy.

Cholewkę wykonano z syntetycznej skóry. Czubek schowany jest pod plastikową osłoną, mającą chronić palce (oraz samo obuwie), przed kamieniami.

Także zapiętek posiada plastikową nadlewkę.

Zwracają uwagę otwory wentylacyjne z siatki, umieszczone w różnych częściach cholewki. Buty zapina się na dwa asymetryczne rzepy z systemem „off set” (rzepy są przesunięte wzgl. siebie, co nie pozwala na ściskanie stopy w jednym miejscu), oraz klamrę. Język posiada minimalistyczny, neoprenowy kołnierz, dopasowujący się do podbicia stopy, który nie pozwala na dostawanie się do środka małych kamyczków, czy piasku.

Wnętrze wykonano z antybakteryjnego, nie absorbującego niechcianych zapachów materiału. Zapiętek obszyto tzw. metalową nicią, która nie pozwala pięcie na podnoszenie się podczas jazdy. Co ciekawe, w starszych modelach ów materiał znajdował się także po bokach i pewnie trzymał stopę.

Nie ma tam jednak dodatkowej wkładki, jak w starszych modelach. XC-90 wypruto ze wszystkich zbędnych rzeczy. Podobnie, jak 13 lat temu w SH-M221 wkładamy bezpośrednio na carbon metalową blaszkę z otworami na blok i zaklejamy ją wodoodporną (hehehe) naklejką.


Cóż, przynajmniej wnętrze będzie szybciej schło po ulewach. A tak wyglądały stare SH-M310:

Wewnątrz znajdujemy zupełnie nową, termoformowalną wkładkę.

Zapewnia ona regulowane podparcie części wzdłużnej stopy (dopasowuje się je za pomocą dwóch poduszek o różnej grubości), oraz śródstopia (jedna dodatkowa poduszka).

Chyba największe wrażenie, robi jednak podeszwa.

Shimano od nowa zaprojektowało tę część, wzorując się na butach piłkarskich. Całość jest oczywiście karbonowa, jednak włókno jest widoczne tylko w okolicy bloku. W tylnej części znajduje się relatywnie niski, ale agresywny protektor, wykonany z niezwykle miękkiej mieszanki. Najciekawiej robi się w części przedniej. Protektor wykonany jest z dość twardej gumy, wokół niego znajdują się trzy wymienne kolce zrobione z miękkiego kauczuku. Tuż pod czubkiem buta, mamy dwa dodatkowe kolce (także wymienne), wykonane ze stali. Są zauważalnie mniejsze, niż w starszych wersjach, jednak powinny zdecydowanie lepiej wgryzać się w błoto. Na środku podeszwy znajdziemy jeszcze gumową, antypoślizgową wkładkę. Wprawne oko może znaleźć kilka niewielkich elementów odblaskowych.

Widać postęp?


Kompletny zestaw w rozm. 41, waży 706,9g.


Uff, to chyba wszystko.

 

 

Dopasowanie butów

 

Byty wykonane są oczywiście w topowej technologii Shimano, umożliwiającej tzw. termoforming. Odwiedzam zaprzyjaźniony punkt Shimano Service Center i zaczynamy zabawę. Buty lądują w piekarniku, po czym zakładam je na stopy, a serwisant wsuwa je do worka i kompresorem odsysa powietrze. Świetne uczucie, doskonały masaż stóp. Pan ugniata buty rękoma, dodatkowo dopasowując je do kształtu ciała. Następnie podgrzewamy wkładki, po czym należy chodzić przez kilka minut, aby je odpowiednio ukształtować. Technologia działa, po wszystkim wyraźnie wydać odgniecione palce.

Operację możemy przeprowadzać dowolną ilość razy. Nie robimy tego raz na całe życie. Zawodowcy bardzo często formują swoje buty. Błoto, wilgoć, przemnożone przez ilość przejechanych kilometrów sprawiają, że termoforming dobrze wykonać ponownie.

W domu naklejam pod przednią część wkładki małą poduszeczkę, oraz zmieniam wkładkę dopasowującą łuk stopy na grubszą.

Świetne uczucie, wkładka niemal masuje wspomniane miejsce i nie pozwala na zbędny ruch męczący nasze nogi.


 

 

Pierwsze wrażenie

 

Zakładam buty. Rzepy są niezwykle cienkie, w ogóle ich nie czuć. Mogę zapiąć je znacznie mocniej, niż dotąd. Patent „cross x-strap” (naprzeciwległe rzepy) również działa. Niestety górny rzep jest przeszyty w taki sposób, że zaciągając go, haczymy o szlufkę w języku. Niby głupota, a jednak denerwuje.

Klamra „chodzi” niezwykle płynnie, bardzo mocno opina nogę. Mocniej, niż w poprzednich modelach. Nie ma sensu dociągać jej o dodatkowy „klik”.

But w tym samym rozmiarze jest szerszy, niż poprzednik. Szczerze mówiąc strasznie mnie to denerwuje. Rok rocznie, Japończycy zmieniają kształt cholewki i te same rozmiary należy dobierać od nowa. W XC-90 palce mają sporo luzu; but wydaje się być nieco dłuższy, niż SH-M315. Moje niegdysiejsze SH-M310, które mam do dziś, miały wąskie czuby i idealnie opinały stopy. Jednak przy dłuższych wypadach czuć było drętwienie palców. Ok., nie odsyłam ich, zostaję przy tym, co mam.

Po założeniu butów, czuję się co najmniej dziwnie. Jakbym stał gołą piętą na ziemi. Podeszwa jest niesamowicie cienka. Wyraźnie to widać, gdy zestawi się stary i nowy model ze sobą:

Robię krok, dwa i całość się gnie, chodzi mi się miękko. Dziwne. Carbon, topowe lakierki i takie cuda?

Sprawdzam giętkość podeszwy organoleptycznie, w dłoniach. Prawie nie drgnie. Biorę swoje kilkuletnie 310-tki. To samo. Mam jednak wrażenie, że podeszwa w XC-90 jest jakieś 2% bardziej plastyczna, niż w starych wersjach. Natomiast wrażenie sprężystości podczas chodzenia, nadaje niesamowicie miękki protektor. Świetny patent, ale po przesiadce z innych butów, trzeba się do niego przyzwyczaić.

Stare SH-M310 ciut lepiej trzymały piętę, dzięki wspomnianej wcześniej metalowej nici, oraz węższemu krojowi. Czas na jazdę.

 

 

Ok., ale jak to działa?, czyli 0-100 km.

 

Wsiadam na trenażer. Wpinam się w pedały XTR serii 980. Fajnie, dzięki nowemu protektorowi jest łatwiej, niż w starym obuwiu. Trzymam płynny obrót, nic mnie nie pije, nic mnie nie uciska. Nie czuję podnoszenia się pięty. Mogę poruszać palcami, nie są skrępowane. Transfer energii jest wzorcowy. Mam jednak wrażenie, że Japończycy zmniejszyli nieco twardość podeszwy, dla większego komfortu. To buty zaprojektowane we współpracy z zawodowcami, trudno tu dyskutować.

Po 1,5h. schodzę z roweru. Stopy mam świeże, niemal wypoczęte. Buty są bardzo lekkie, prawie ich nie czuć. Nie mam mokrych skarpetek, stopy się nie pocą. Kilka godzin to zdecydowanie za mało, aby wydać obiektywny werdykt. Dlatego test trwa dalej i będzie podzielony na kilka części. Na chwilę obecną wciąż trenażeruję; na zewnątrz byłoby brak innej, tak pożądanej przez rowerzystów rzeczy.

Gore-Tex'u.

19:25, punkxtr
Link Komentarze (4) »