Kategorie: Wszystkie | Filmy | Na sprzedaż | Opowiadania | Pozostałe | Relacje | Sprzęt
RSS
sobota, 23 listopada 2013
Dziś nie umiera jutro, cz.1

Grube podeszwy ciężkich, trekkingowych butów głucho dudniły w półmroku wilgotnego korytarza. Większość z żarówek została dawno stłuczona, a nikłe światło tych, które przetrwały kolejnych właścicieli budynku, nie pozwalały czuć się tu komfortowo. Stary fort leżał na uboczu, w miejscu zapomnianym, a przynajmniej niechętnie odwiedzanym przez ludzi, co dla pewnych osób było jego niezaprzeczalną zaletą. Zawsze przychodził tu w nocy, kiedy nie musiał obawiać się niechcianego wzroku pozostałych najemców sąsiednich pomieszczeń. Za pieniądze, które płacił, właściciel nie musiał, a nawet nie chciał zadawać niewygodnych pytań.

Nagły, przytłumiony hałas dobiegający z tyłu, zmusił go do zatrzymania się. Wiedział, że poza nim jest tu tylko wiatr, który wpadł przez szczelinę w drzwiach, lecz mrok podziemnych korytarzy działał na niego przytłaczająco, budząc atawistyczne lęki. Zaczął nasłuchiwać, lecz za nic w świecie nie obejrzałby się za siebie. Wciąż zbyt dobrze pamiętał ów dzień z dzieciństwa, gdy postanowił wejść do potężnej rury odpływowej z pobliskiej elektrociepłowni, a ktoś zamknął za nim kratę. Całą noc spędził w środku, wpatrując się w nieprzenikniony mrok tuż przed nim; zbyt wyraźnie czuł jego lepkie objęcia.

Stary strach wciąż był żywy, dlatego nie odwrócił głowy. Po chwili jego uszy wypełnił dźwięk zaczynającego bić normalnie serca, dlatego ruszył dalej. Zatrzymał się przy nowych, potężnych drzwiach. Wyjął z kieszeni niewielkie rządzenie i zeskanował czytnik. Głośny, krótki dźwięk oznaczał, że były tam odciski tylko jego palców. Nikt niepowołany nie próbował się tu dostać. Wstukał znany tylko sobie szyfr, po czym wszedł do środka zatrzaskując bramę za sobą. Natychmiast włączył światło, a pokaźnych rozmiarów ogrzewana hala, poczęła budzić się do życia. Oczy spoglądające spod lekko ściągniętych brwi zdradzały człowieka inteligentnego, pewnego siebie i dostającego to, czego akurat chce. Po kilku krótkich, głośnych oddechach poczuł się swobodnie. Wsunął ręce do dżinsowych spodni i wolno ruszył w głąb hali.

Mocne, ciepłe światło zdawało się nie chcieć kryć tego, co się tu znajdowało.

Tak wiele czasu – pomyślał i w dziwny sposób uśmiechnął się sam do siebie.

Mijał zawieszone na hakach ramy. Tytanowe Morati, Litespeed, Merlin, Lynskey, GT, delikatnie opalizowały, odbijając blask żarówek. Spojrzał na seledynową Meridę wykonaną z magnezu. Prosta, miejscami toporna, ale miał do niej sentyment. Zatrzymał się na chwilę przy stalowym Ritchey’u. Patrząc na finezyjnie wygięte rurki Plexus-a jak zawsze zastanawiał się, czy za chwilę same nie ugną się pod ciężarem siodełka. Wstał z kucków i skręcił w boczną alejkę. Po prawej stronie zebrał komponenty, które rozpalały niegdyś wyobraźnię kolarzy na całym świecie. A najbardziej jego. Tytanowa korba Onza, przerzutki Paul, Shimano, Suntour, Grafton. Podszedł do grubej kraty, odsunął ją i wszedł do windy. Wcisnął poziom 2.

Kabina ruszyła ciszej, niż można by było się tego po niej spodziewać, po czym za chwilę miękko stanęła piętro wyżej. Karbonowe cacka z tego pomieszczenia, mocno kontrastowały z częściami sprzed kilkunastu lat. Węglowe widelce, sztywne osie, 11-sto rzędowe kasety. Minął kilka sektorów olbrzymiego pomieszczenia, po czym zatrzymał się przy perfekcyjnie wyposażonym serwisie. Zdjął drogi, angielski sweter, po czym włożył na siebie fartuch z wyszytym emblematem Park Tool.

(…)

Miguel jak zawsze był mocno podekscytowany czekającym go wyścigiem. Choć słowo wyścig to może za mało, bo przecież nie na co dzień ściga się z prawie wszystkimi najlepszymi kolarzami tego globu. Był w świetnej formie, wiedział to. Na ostatnich zawodach nie utrzymał się za nim Sauser ani Evans. Jednak z kilkoma nazwiskami dawno nie stanął na starcie. Z rozmyślań nad klasyfikacją i czekającymi go emocjami, został wyrwany przez donośny głos:

-Hej, Mig, jak tam twój sprzęt?

-Jest Ok.! – uśmiechnął się Miguel. Widok Tima jak zawsze poprawiał mu nastrój. Oto stał przed nim wysoki, dobrze zbudowany rudzielec z nieodłączną pompką w ręku. Koszula w kratkę z naszywką Rock Shox, dopełniała całości obrazu Flooks’a.

-W fabryce nie mają już goleni z hakiem pod canti. Dostałeś już chyba wszystkie!

Martinez ponownie się uśmiechnął. Rzeczywiście, srebrne cantilever’y sparowane z szarymi klamkomanetkami XTR od V-ek, musiały budzić pytania.

-Tim, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, roześmiał się szeroko i szczerze. –Nie chciałbyś czasem rzucić okiem na mój widelec? Może wymiana tłumika w dwie minuty?

Tym razem Floks poznał się na odbijającym piłeczkę żarcie. –Wystarczy, że sprawdzę ciśnienie, Mig. Na jutrzejszej trasie twój SID będzie musiał stać się bardzo wszechstronnym widelcem. Powiem ci coś jeszcze, w końcu jesteś objęty programem. Pracujemy nad czymś nowym, nazywa się Blackbox. Na razie na papierze, ale pod koniec sezonu powinniśmy mieć już gotowe widelce do testów. Szkoda, że to wciąż projekt, bo na jutro bardzo by ci się przydał.

-Dzięki Tim, rzucił Miguel. Będzie mi musiało wystarczyć to, co mam teraz, z niewielką pomocą tego, po czym klepnął się w wyrzeźbioną łydkę. –No, muszę uciekać na objazd trasy. Jutro ważny dzień - dodał cicho, bardziej do samego siebie.

(…)

Założył niebieskie, lateksowe rękawiczki wyjęte z tekturowego pudełka. Rozprostował kolana, a krótkie spodenki odsłoniły wyżyłowane łydki. Wielokrotnie wyobrażał sobie ten dzień, ale wciąż nie był pewien wielu kwestii. Jaki rower można złożyć mając do dyspozycji wszystko? Każdą, pojedynczą część wprost z linii produkcyjnej…

A co Ty, Drogi Czytelniku zrobiłbyś, będąc na jego miejscu? Wyobraź sobie, że oto stoisz przed wielkim magazynem o nazwie „Katalog”. Na pewno złożyłeś dziesiątki rowerów na papierze, przeliczając kolejne gramy i nie licząc się z pieniędzmi. Jednak tym razem katalog nie ogranicza się do kolorowych zdjęć, bo możesz mieć wszystko tu i teraz. Postęp nie stoi w miejscu. Jest niczym lokomotywa, wciąż mijająca coraz to nowe rzeczy. Jak bardzo różni się to, na czym jeździsz dziś od sprzętu sprzed dekady. No właśnie… a gdybyś miał możliwość uczestniczenia w wielkiej, niezwykłej bitwie? Gdzie fikcja miesza się z rzeczywistością i sam nie wiesz, co jest prawdą? Jak wyglądałby pojedynek największych mistrzów XC sprzed 2000 roku z jednym z lepszych amatorów dzisiejszych wyścigów? Tak, to wciąż amator, ale mający coś, czego nie miał nikt. Sprzęt niemal z desek kreślarskich dzisiejszych czasów, ograniczony jedynie Twoją wyobraźnią. Technika jazdy szlifowana na dziesiątkach najtrudniejszych maratonów MTB. Podjąłbyś wyzwanie...?

Z bólem serca porzucił myśli o złożeniu 29-era. Nawet przy jego możliwościach, w 1999 roku by to nie przeszło. Ale z 27,5” pójdzie łatwiej. Wybrał ultralekkiego, węglowego Scott’a, na którym zwyciężył swego czasu Nino. Wziął do ręki klucze imbusowe i przerzucił przez główkę karbonową rurę sterową nowego SID-a. Przełożył sztywną oś przez piastę DT i spojrzał na obręcz z włókna. Tytanowymi śrubami dokręcił nowe tarcze Ice Tech. Postawił na zawodniczego XTR-a 2x10. Musiał tylko pozbyć się kilku logotypów. Zbędne pytania i tak będą w nadmiarze, więc po co dodatkowo podsycać płomień.

Maksymalna niezawodność – pomyślał wyciągając z pudełka nowe opony. Zawsze lubił zapach świeżej gumy.

(…)

Podjechał pod miasteczko namiotowe, popisując się efektownym obrotem na przednim kole, którego nauczył go sam Niemiec z GT. Logotyp Kool Stop z koszulki musiał w tym momencie pobudzić wyobraźnię licznie zgromadzonych za biało-czerwonymi taśmami riderów z całego świata.

-Jak tam, Mig? Co powiesz o trasie?

-Na starcie będzie szybko, uśmiechnął się Francuz.

-Taa… Zobaczymy, jak będzie na technicznych sekcjach. Stawka powinna się rozciągnąć, inaczej będzie kiepsko.

-Patrzyłeś na listę? Ktoś wskoczył na miejsce Thomasa.

-Tak, Thommy ma kontuzję. W jego teamie nie mówią o niczym innym.

Martinez popatrzył przelotnie na rower rozmówcy. Niemal w całości fabryczny Trek OCLV 9.9, nie potrzebował zmian na lepsze, bo te praktycznie nie istniały. Dobrze jednak wiedział, że każdy team ma swoje sztuczki.

-Ok., do zobaczenia na trasie, Mig – rzucił, po czym jadąc na twardym obrocie wymuszonym przez 46-cio zębną koronkę korby, zaczął wspinać się ubitym single-trackiem, który jak mu się wydawało, znał już na pamięć.

(…)

Raz jeszcze spojrzał na węglowego Scotta, po czym włożył na  siebie sweter. Znał wartość swoją i swojego roweru, jednak w żaden sposób nie był przygotowany na to, co go czekało.

Tyle czasu i tak mało czasu – bąknął, po czym mimo wszystko uśmiechnął się zadowolony z celności puenty. Wrócił do wyjścia, zgasił światło, po czym na przekór sobie obejrzał się przez ramię. Ciemność wciąż go przerażała. Szybko zamknął za sobą drzwi, nie pozwalając wydostać się temu, co tam właśnie zamknął. Postawił kołnierz, po czym ruszył do zaparkowanego nieopodal samochodu. Noc była deszczowa, a chłodny wiatr uporczywie wdzierał się w każdy zakamarek płaszcza.

 

C.D.N.

sobota, 09 listopada 2013
(...)

 

-To ten rower – powiedział niemal szeptem, ale jednocześnie wyraźnie, akcentując słowo „ten” tak, aby wszyscy słyszeli.

Yoshizo zlustrował bystrym wzrokiem cały sprzęt, po czym podciągnął nieco nogawkę czarnych spodni od garnituru i przyklęknął wpatrując się w tylną przerzutkę.

Doskonale orientował się w światku rowerowych części. Tak molochów, jak i małych manufaktur. Myśląc o tych ostatnich, w innym przypadku może by się nawet uśmiechnął, zaglądając do korporacyjnego sejfu.

Jednak tym razem, nie chodziło o coś takiego, jak banalne odkupienie patentu na hamulce V’brake. Doskonale to wiedział, dlatego pytanie nie mogło brzmieć inaczej.

-Kto to wyprodukował?

Bardzo krótka chwila ciszy, która właśnie zapanowała, w innym przypadku w ogóle nie została by zauważona. Teraz, trwała wieczność.

-Logotyp jest prawie w całości zeszlifowany. Nasz technik to sprawdza – rzucił w końcu ambitny, szybko pnący się po szczeblach kariery Yozo.

-Więc chodźmy do niego – w głosie prezesa dało się wyczuć zdenerwowanie zakamuflowane nutą zniecierpliwienia.

Szybkim krokiem przemierzyli olbrzymią, duszną i głośną halę produkcyjną. Kaski uwierały ich w głowy, po twarzach ciekły strużki potu.

-Więc? – oszczędność słowa była znakiem rozpoznawczym Yoshizo.

-Ekhm… - niemrawo zaczął główny technik. Wydawać by się mogło, że to… XTR. Seria 980.

Kolejna strużka potu wyciekła spod kasku Yoshizo. Ale tym razem patrzył na halę z klimatyzowanego biura. Prezes podszedł do przybrudzonej szyby i spojrzał na maszynę wypluwająca z siebie koronki do CS-M952, najnowszego krzyku mody spod znaku trzech literek.

(…)

Wstukał znaną sobie i tylko kilku innym osobom kombinację cyfr, po czym otworzył sejf. Dokładne szkice tajemniczej 980-tki zajęły miejsce tuż obok przerzutki pokrytej błyszczącą anodą. Na zebraniu zarządu w przyszłym miesiącu, miał ogłosić jej tajną jeszcze, nazwę. RD-M960.

Podniósł słuchawkę telefonu.

-Słucham, halo? – usłyszał dwukrotnie po drugiej stronie.

-Fukushima, obudźcie Godzillę.

 Był rok 1999.

 

Stay tuned, kolejny wpis w drodze ;-)

Odpowiadając na pytania: tak, to zajawka :-)