Kategorie: Wszystkie | Filmy | Na sprzedaż | Opowiadania | Pozostałe | Relacje | Sprzęt
RSS
czwartek, 31 grudnia 2009
Koniec roku.

Udało mi się dziś wybrać na rower. Myślałem, że będzie minus kwintylion stopni, ale było tylko minus 3,2. W lesie zmrożony śnieg i nieco lodu, który poprawia technikę. Nie miałem szczególnego pomysłu na trasę, więc postanowiłem powłóczyć się bez celu po Lasku Bielańskim i okolicach. Okazało się, że jazda była naprawdę przyjemna. Znalazłem zarośnięte w gąszczu drzew i krzewów single tracki wokół pagórków, z którym zjeżdżałem z bananem na ustach. Dawno nie bawiłem się tak dobrze. Poza tym na pewno znasz to miłe uczucie, kiedy mimo kiepskich warunków pogodowych rower działa idealnie. Hamulce hamują, przerzutki zmieniają biegi, nic nie stuka, nic nie puka. Tak właśnie było dziś.

Wieczorem chyba przypomnę sobie filmy z maratonów sprzed kilku lat, które zawsze pozytywnie mnie nastawiają. Siedzisz w domu, popijasz herbatę i widzisz przed sobą twardego maratończyka pędzącego przed siebie po krętej, górskiej ścieżce w spalonym słońcem dniu. Właśnie wjeżdża do lasu, wręcz czujesz chłodny powiew wiatru na karku i szum drzew.

A co w przyszłym roku?

Jutro noworoczna jazda po Kampinosie ze Sławkiem a dalej tylko łacińska sentencja będąca wyznacznikiem kolejnych dni-carpe diem.

 

środa, 30 grudnia 2009
Święta.

Święta, święta i po świętach.

Jak zauważyliście, na moim blogu nie było świątecznych życzeń. Jest to tak debilny zwyczaj, że z premedytacją postanowiłem go nie kultywować. "Życzę ci spełnienia marzeń, pieniędzy, długich lat życia, pomyślności i czego sobie tylko zapragniesz". Ile razy to słyszeliście w nieco tylko zmienionej formie? Ludzie tak bezmyślnie klepią te bzdury, że ogarnia mnie strach. Jak widzę kogoś spieszącego złożyć mi życzenia, to przechodzę na drugą stronę ulicy albo udaję, że go nie znam. Gdy dzwonią z życzeniami-rozłączam się. Szczerze mówiąc słysząc życzenia chce mi się rzygać. Z reguły te bzdury są nieszczere, wyuczone a jeśli ktoś wierzy, że poprzez ich wypowiedzenie coś się spełni, to jest najzwyczajniej w świecie głupi.

Z tych właśnie powodów nie było życzeń, ale w przyszłym roku może zawieszę tu jakąś choinkę, żeby ładnie wyglądało :-)

Teoretycznie zakończyło się świąteczne obżarstwo, ale w domu mam jeszcze trzy ciasta, które wypadałoby zjeść. Zjadłem więc dziś na śniadanie dwa grube kawałki drożdżowego i opakowanie ciastek z czekoladą od babci. Najważniejsze przecież jest śniadanie.

W Starachowicach musiałem obejść się bez roweru-w samochodzie nie miałem już na nic miejsca. Jak zwykle wybrałem się więc z aparatem do ulubionego lasu i popstrykałem trochę zdjęć.

A co z rowerem?

Na razie zbroję się na przyszły sezon. Ostatnim nabytkiem są tytanowe szprychy Marwi Ti-Dye. Zawsze chciałem je mieć, więc je sobie kupiłem ;-)

 

Jutro wybieram się pojeździć po Lasku Bielańskim i okolicach. Jak mi się uda, to zrobię parę prawdziwych, zimowych fotek :-). Trzymajcie kciuki.

czwartek, 10 grudnia 2009
Szklarska Poręba.

Poniżej pierwszy filmik, który wyszedł spod skrzydeł mojej wytwórni ;-) i pamiętne zgrupowanie w Szklarskiej Porębie, która jest dla nas "kultowa". Szczególnym kultem darzymy Chatkę Górzystów i jej naleśniki oraz piwko.

Szklarska Poręba 2008 from Punkxtr on Vimeo.

 

22:16, punkxtr , Filmy
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 grudnia 2009

Jesień i zima to u mnie pracowity okres czasu. Dawno już zacząłem przygotowywać się do nowego sezonu zmniejszając objętość treningów (a przez dłuższy czas w ogóle je wyłączając), jedząc dużo pączków i ciastek oraz ogólnie rzecz ujmując-nic nie robiąc.

Dwa lata temu solidnie przejeździłem całą zimę i szczyt formy przypadł w marcu. A potem było coraz gorzej. Tym razem znów posłuchałem głosu serca i opierając się na swoim doświadczeniu zacząłem koncertowe opieprzanie się. Jednak w pewnym momencie przychodzi czas, w którym niepokojąco zaczyna powiększać się brzuch i zaczynam się obawiać, abym nie otrzymał czasem ksywki w stylu Continental.

Wznowiłem więc rowerowe treningi. W miarę regularnie staram się jeździć do pracy (w obie strony to jakieś 60 km.) i nie nadwyrężać jeszcze sił. Tak już jednak mam, że ścigam się ze wszystkimi i ze wszystkim. Rano nad Wisłą zawsze ścigam się z bikerami, a w przypadku ich braku z czymkolwiek innym. Ostatnio ścigałem się z płynącą barką i policyjną motorówką.

Tak, jestem nienormalny.

W przerwach myślę o podrasowaniu roweru na przyszły sezon. Kierownica i mostek już zamówione; zostało jeszcze jakieś 6 tygodni do obioru. Następna w kolejności jest sztyca i to chyba koniec na pewien czas.

Konkluzja jest taka, że zima to dla mnie okres ciszy i spokoju, dzięki któremu można zgłodnieć roweru. Gdzie najlepiej się wyciszyć? Oczywiście w Górach Świętokrzyskich z aparatem, czego wynikiem jest kilka poniższych zdjęć. Amen.