Kategorie: Wszystkie | Filmy | Na sprzedaż | Opowiadania | Pozostałe | Relacje | Sprzęt
RSS
środa, 19 września 2012
Dziś zrobię coś inaczej niż zwykle

Zdążyłem już nieco ochłonąć oraz dojść do siebie po ostatnim, obszernym wpisie i wreszcie mogę wstukać w klawiaturę coś nowego. Tematów do poruszenia sporo. Miało być m. in. o trudności dzisiejszych tras XC, ale wyglądając za okno doszedłem do wniosku, że nie trzeba szukać daleko. Za kilka dni nadejdzie astronomiczna jesień. Najgorsze jest to, że jesień jest przebiegła. Zima jak to zima, wchodzi w życie z buciorami. W nocy sypnie pół metra śniegu i wiadomo, że przyszła. A z jesienią jest inaczej. Ona się skrada. Z początku nie zauważasz, że coś jest nie tak. Po prostu zamiast jeździć z rozsuniętym zamkiem w Twojej krótkiej koszulce, zaczynasz zapinać go pod szyję. Następnie zabierasz ze sobą rękawki, oraz wkładasz spodenki 3/4 za kolana. Zaczyna do Ciebie docierać, że coś się zmienia, coś tu jest nie tak, ale bronisz się przed tym wszystkimi możliwymi sposobami. Mimo września wmawiasz sobie, że za dzień, dwa pogoda jeszcze się polepszy. I faktycznie, za jakiś czas znów jest 25 stopni, ale Ty jedziesz w długich spodniach z lycry i grubszej koszulce. Niby świeci słońce, ale już nie tak samo. Wiatr też jest jakiś inny. Wokół siebie zaczynasz czuć fantastyczny, jedyny w swoim rodzaju zapach liści w lesie. Lato się kończy. Koniec z wycieczką brzegiem lasu, kiedy możesz odpocząć na plaży urokliwego jeziorka, a nawet w nim popływać. Koniec z wypadami na rower o 18:00 po pracy bez zabierania świateł. Koniec z leżeniem na trawie pod gorącym słońcem i słuchaniem świerszczy, koniec z... Zastanawiające jest to, jak człowiek broni się przed odejściem czegoś dobrego. 

Na szczęście jesień nie jest taka, jak zima. To dobrze, że się skrada. Nie wali jak następczyni z granatnika, tylko z łuku. Zanim człowieka ubije, jedna czy dwie strzały nie spowodują śmierci. Bo nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię założyć na siebie tą całą stertę ciuchów. Długie spodnie, koszulka, wiatrówka, czapka pod kask, ciepłe rękawiczki, zimowe buty na 4 rzepy... A następnie ruszyć przed siebie na zwolnionych obrotach. Trener układa łaskawszy plan i czasem można nawet zabrać ze sobą aparat, żeby wieczorem pokolorować monitor paletą pastelowych barw. 

U mnie, w Starachowicach czas płynie wtedy wolniej. Jadę każdą ze swoich ulubionych tras na nowo, wolniej, po cichu. Ziemia na polach ma zupełnie inny kolor niż zwykle, a jesień poznaję po zapachu dymu z palonych na nich ognisk. 

Czasem udaje się nawet usiąść na szlaku w promieniach ciepłego jeszcze słońca. Tam jedząc batona i zasuwając suwak pod szyję myślisz z uśmiechem o czekającej Cię w domu gorącej herbacie. 

Co jeszcze? Oczywiście szeleszczenie liśćmi w lesie :-) Nie ma nic przyjemniejszego dla ucha w jesiennej scenerii. Czasem nawet warto zjechać z ubitej ścieżki, aby znów poczuć się jak dziecko.

Jesienią na szlaku często odwracam się za siebie. Nie tylko dlatego, żeby sprawdzić czy ktoś nie siedzi mi na kole. Spektakl światła, cieni i zapachów wart jest miliona innych rzeczy. Każde udane zdjęcie: bezcenne.

Przychodzi jednak dzień, gdy liście całkowicie opadną, dni staną się krótsze a pragnienie ciepłej herbaty bardziej intensywne. Wypady na rower staną się rzadsze, a Ty będziesz się starał rozkoszować każdym łykiem świeżego powietrza, branym na duży zapas.

Wreszcie wyciągniesz trenażer, a pragnienie ciepłej herbaty zamienisz na głód ciepłego dnia. Wtedy zaczniesz przeglądać wszystkie zdjęcia, które kiedyś zrobiłeś. Przypomnisz sobie gdzie byłeś, zaplanujesz gdzie jeszcze pojedziesz. Niewymuszony uśmiech pojawi się na Twoich ustach gdy pamięć pokieruje Cię kilkanaście lat wstecz.

Nie bez powodu mawia się "jesień życia". I właśnie dlatego jest tak ważna. Dlatego też atakuje falami.